• Blog Tandemowe Trip Love


Jak przebiegają przygotowania do zimowej wyprawy?

- Tandemowe Trip Love


 Jak przebiegają przygotowania do zimowej wyprawy? Które elementy są dla nas najtrudniejsze, w czym potrzebujemy Waszej pomocy, a co możemy Wam podpowiedzieć i doradzić opierając się na naszym dotychczasowym doświadczeniu…

Najważniejsze informacje znajdziecie właśnie tutaj.

  • Blog
  • Kulisy wyjazdu, czyli jak to wygląda naprawdę.

Kulisy wyjazdu, czyli jak to wygląda naprawdę.

Przed wyjazdem towarzyszyło nam tak ekspresowe tempo, że nie było już czasu na te drobniejsze, wtedy mniej istotne elementy. Dziś po dwóch tygodniach od wyruszenia, gdy modyfikujemy sprzęt w Warszawie możemy już sobie pozwolić zarówno na złapanie oddechu, jak i nadrabianie zaległości.

- Tandemowe Trip Love

Tydzień nam zajęło zanim ostatecznie udało nam się spakować i wszystko (a przede wszystkim jedzenie) przygotować do wyprawy. Codziennie mówiliśmy rodzinie, że jutro ruszymy i tak to trwało tydzień ;) Mocno wtedy przeliczyliśmy się z logistyką. Zrozumieliśmy, że mimo wcześniejszego świetnego przygotowania, te drobne, kosmetyczne poprawki są bardzo czasochłonne. Chodziliśmy spać o 4 nad ranem, budziliśmy się o 8 i w końcu nastąpił ten dzień! :)

Pudełka do wysyłek

Dzielenie witamin i suplementów

Zabraliśmy ze sobą cztery sakwy (dwie przednie, dwie tylne) oraz cztery nie w pełni wypełnione wory crosso. Waga naszego całego dobytku dochodziła do 60 kg. Przyczepka to jakieś 35 kg, Kadlook 50 kg, rower 35 kg, my razem 140 kg. Masa całości dość spora. Po drodze pozbyliśmy się trochę sprzętu, jedzenie zjedliśmy, trochę zrzuciliśmy swoją masę i dojeżdżając pewnie ważyliśmy o jakieś 15-20 kg mniej.

Termin wyjazdu sporo nam się przesunął, co nas niezwykle stresowało. Związane to było z dwoma aspektami technicznymi – serwisowanie roweru i konstruowanie przyczepki. Te dwie przyczyny były powodem naszego miesięcznego opóźnienia. Czy w takim razie wystarczy nam czasu, aby zrealizować nasze założenia? W końcu 30 dni to duża różnica. Nie martwimy się.

Wiele osób martwi się, dopytuje lub zarzuca nam niemożliwość zrealizowania całej pętli w takiej formie (tandem plus duża przyczepka), jaką zakładamy. Tutaj pragnęlibyśmy uspokoić wszystkich, którzy się obawiają o nas – nic nie robimy na siłę, nic nie zrobimy wbrew zdrowemu rozsądkowi i zasadom bezpieczeństwa. Mamy do dyspozycji 5 miesięcy i zamierzamy je w pełni wykorzystać. Czy dojedziemy do Nordkappu i pokonamy górzystą Norwegię tandemem z przyczepką? – O tym się przekonamy i spróbujemy, ale jeżeli dotrzemy wyłącznie do Inari, a nawet niżej – będziemy szczęśliwi i usatysfakcjonowani :) Dla nas już te pierwsze dwa tygodnie były ogromnym wyzwaniem. Codzienna walka z psującym się sprzętem rowerowym, z pogodą i naszymi obawami to było niezwykłe doświadczenie. Uczucie, które już wystarczająco mocno nas uzależniło, żeby nie rezygnować :)

Dlaczego tak duża awaryjność…? 

Tutaj za dużo nie będziemy opowiadać, ponieważ sami jesteśmy zaskoczeni, że po tylu przedłużających się miesiącach obecności roweru w serwisie i tym samym niemożności trenowania na nim odpowiedniej ilości przed wyjazdem, dało w efekcie tak duże problemy na trasie. Szkoda. We wtorek zawieźliśmy rower do rewelacyjnego, pełnego profesjonalistów, serwisu Beat Bike w Warszawie i okazało się jak wiele rzeczy zostało nieco błędnie wykonanych. Ale już wszystko naprawione, dlatego nie ma co czekać - można ruszać! :)

Dlaczego przyczepka taka ogromna i ciężka? 

Próbowaliśmy kupić gotową przyczepkę rowerową – żadna na rynku nie mieści Kadlooka. Kontaktowaliśmy się z różnymi firmami, niestety nie potrafiliśmy znaleźć nikogo, kto robi na zamówienie takie rzeczy. (na dwa dni przed wyjazdem usłyszeliśmy o jakiejś dziewczynie, która robi przyczepki, ale było już po wszystkim ;) ) Skontaktowaliśmy się z niemiecką firmą, z którą wstępnie umówiliśmy się na konstruowanie przyczepki wg naszych potrzeb, wszystko było w porządku, ale przed samą finalizacją kwota zamówienia zdecydowanie się zmieniła i nie było nas stać... Szukaliśmy polskich firm, rzemieślników, złote rączki... Znaleźliśmy – dobrego przyjaciela z harcerstwa. Zabraliśmy się za konstruowanie. Nie mieliśmy za dużo czasu, wszystko już się odwlekało i przesuwało. Zrobiliśmy co mogliśmy i jak mogliśmy. I jesteśmy z naszego dzieła dumni! :) Wyszło rewelacyjnie jak na pierwszy raz! :) Obecnie przyczepkę również modyfikujemy. Na trasie też wynikły problemy, ale radziliśmy sobie na bieżąco. Próbujemy ją odchudzić, bo jest okropnie ciężka. Wiele rzeczy zrobiliśmy nad wyrost, by było solidnie, mocno, pewnie i bezpiecznie. Po pierwszym etapie wiemy, że przyczepka daje radę, że nie musiały być aż tak solidne materiały, znaleźliśmy firmę, która ma ciekawe pomysły na modyfikacje. Powierzyliśmy im dłubanie i odchudzanie jej. Jesteśmy ciekawi efektu.

Czy się baliśmy, czy chcieliśmy się poddać, wrócić do domu? 

W dzień wyjazdu byliśmy pełni obaw, ale i podekscytowania, bo za chwilę mieliśmy przekroczyć próg domu i ruszyć na najbardziej niezwykłą Przygodę. Co prawda pierwsze dni były bardzo trudne. Jednak żadne przeciwności nas nie pokonały i nie ostudziły wiary, że możemy pedałować dalej, że możemy dotrzeć daleko na Północ. Nasza motywacja nie ma końca. Był moment, gdzie chcieliśmy wrócić do domu, by w spokoju naprawić nasze piętrzące się awarie, ale przemogliśmy to w sobie, naprawialiśmy w terenie na tyle, ile się dało i jechaliśmy dalej. I cieszymy się z tej decyzji. Byle do przodu i nie zatrzymywać się! Zrezygnujemy dopiero, gdy zdrowie nasze lub Kadlooka nie pozwoli na kontynuację ;)

A co na to wszystko Kadlook? Jak on odnalazł się w tej sytuacji?

Rewelacyjnie! Wyszła z niego prawdziwa natura – wolny pies pragnący cały czas spędzać na dworze, w lesie, biegając i bawiąc się z nami. Nasza droga prowadzi głównie przez poboczne uliczki, unikamy dużych dróg ze względów bezpieczeństwa. Ma to swoje plusy, ponieważ mamy spokojną drogę, Kadlook może biec obok roweru, ale niestety i wiele minusów – brak asfaltu, małe tempo, kluczenie po ścieżkach, ścieżynkach, lasach, bezdrożach. Ma to swoje uroki :) Na razie Kadlookowi dozujemy ilość biegu, nie możemy go przeciążyć. Choć jak po biegu wchodzi do przyczepki to trochę marudzi, powykująć trochę, ale potem kładzie się wygodnie i jedziemy :)

Co było najtrudniejsze dotychczas?

Wilgoć, deszcz, wicher. Awarie, brak asfaltu, szaleni kierowcy, którzy na milimetry nas wyprzedzali pędząc 200km/h

I życzymy sobie z całego serca, aby w końcu przyszedł stały mróz, żeby nie było tej paskudnej wilgoci no i żeby było jak najmniej awarii i byśmy byli zdrowi! :)


Tandemowe Trip Love Od Kuchni 8
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 18
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 20
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 21
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 10
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 12
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 13
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 3
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 4
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 5
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 6
Tandemowe Trip Love Od Kuchni 7

comments

PROSTO Z NASZEGO BLOGA

Tandemowe Trip Love

Etat u Mikołaja!

 Gdyby nie wyprawa mielibyśmy już etat u Mikołaja. - Tandemowe Trip Love

Więcej...

Tandemowe Trip Love

Z życia ptaków okiem Leśniczego. Czyli jak je upolować aparatem fotograficznym.

Czy jest lepsze źródło wiedzy na temat ptaków niż od leśniczego i pasjonata ornitologii? Piękny...

Więcej...

Tandemowe Trip Love

Podlasie - kraina mrozów i zlodowaciałych jezior!

Jeszcze tak zimno nie było! Przekonaliśmy się również, że nie trzeba jechać do Skandynawii,...

Więcej...