• Blog Tandemowe Trip Love


Jak przebiegają przygotowania do zimowej wyprawy?

- Tandemowe Trip Love


 Jak przebiegają przygotowania do zimowej wyprawy? Które elementy są dla nas najtrudniejsze, w czym potrzebujemy Waszej pomocy, a co możemy Wam podpowiedzieć i doradzić opierając się na naszym dotychczasowym doświadczeniu…

Najważniejsze informacje znajdziecie właśnie tutaj.

  • Blog
  • Nocowaliśmy w wielu miejscach, od namiotu w wielkim mrozie po hotel!

Nocowaliśmy w wielu miejscach, od namiotu w wielkim mrozie po hotel!

Wyruszając w drogę stało przed nami wiele niewiadomych Jedna z nich dotyczyła noclegów - czy zawsze uda nam się znaleźć bezpieczne miejsce na rozłożenie namiotu? Czy zaatakują nas zwierzęta/okradną ludzie? Czy w razie potrzeby znajdziemy ciepłe schronienie w czyimś domu...?

- Tandemowe Trip Love

Pierwsze dni zweryfikowały nasze obawy. Pogoda nas nie rozpieszczała, a przyczepka i rower szwankowały. To było powodem, dla którego szukaliśmy dachu nad głową, by móc reperować bieżące usterki. I to przyciągnęło nas do niezwykłych ludzi.

Pierwszą osobą, która wywołała w nas silne emocje była starsza, samotna kobieta żyjąca na skraju ubóstwa. Ciepła, pomocna, chcąca oddać nam wszystko co ma. A nam potrzeba było tylko kawałka dachu nad głową. Silnie nas poruszyła jej historia, życie, ogromne serce. Płakała, gdy wyjeżdżaliśmy, obiecaliśmy, że wrócimy. Wrócimy, ponieważ mamy dług do spłacenia.

Któregoś dnia była paskudna wilgoć, dużo deszczu, mieliśmy wszystko przemoczone (pierwszy, ale nie ostatni raz ;) ) i również chcieliśmy zrezygnować z namiotu na rzecz suchego pomieszczenia gdzie rozłożymy wszystko do wyschnięcia. Ugościł nas ksiądz w małym miasteczku. Ale nim do niego dotarliśmy bardzo serdecznie przyjęła nas Pani pracująca w sklepie. Kupiła dla nas bułki, zrobiła gorącej herbaty. Dawno tak mocno nie smakowała nam sucha bułka. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nic takiego, ale gdy jest się przemokniętym i zziębniętym, szukającym schronienia wędrowcem – wszystko się docenia. Zresztą my jesteśmy ludźmi, którzy bardzo cenią sobie wiele, nawet najdrobniejszych rzeczy, lubimy rozmawiać z ludźmi, poznawać ich historie i tutaj również usłyszeliśmy dużo smutku… Ludzie, którzy doświadczyli poważnych tragedii lepiej rozumieją wartość wszystkiego co ich otacza. I choć Pani pracowała w sklepie dopiero drugi dzień, była w stanie zaryzykować i zrobić dla nas TAK WIELE! Zrobić dla nas gorącej herbaty, porozmawiać, ogrzać i znaleźć miejsce na nocleg. Plebania była bardzo skromna, ale byliśmy zachwyceni! Sercem budynku była kuchnia, która była duża i z dużą dawką dobrej energii. W pokoju, który dostaliśmy mieściła się biblioteczka z fantastycznymi książkami, w których zaczytywaliśmy się do późnej pory. Następnego dnia przywitało nas piękne słońce! :) ale później i okropny wiatr, który nie odstępował, aż do końca dnia.

Pewnego razu, gdy nocowaliśmy w namiocie bardzo mieliśmy ochotę na kiełbaskę z ogniska. Właśnie poszła nam dętka w rowerze i chcieliśmy jakoś sobie to „wynagrodzić”. Krzysiek po naprawie pojechał do okolicznych wiosek, Klaudia zajęła się rozstawianiem obozu. Niestety mięsa nigdzie nie było w promieniu kilku kilometrów, wszyscy dziwnie reagowali na pytania Krzysztofa, trochę się go bali, trochę wstydzili, na koniec dopiero pani wyjaśniła, że tutaj w sklepach i domach nie ma mięsa, bo nikogo nie stać na jego kupno. 15 km dalej znajduje się miejscowość Końskie, gdzie życie wydaje się być „normalne”. Dla nas to miejsce nie będzie już normalne. Mamy trochę bzika na punkcie szacunku do jedzenia. Ciężko nam je wyrzucić, czy nie dojeść talerza, gdy jesteśmy u kogoś. Nauczyliśmy się w domu dużego szacunku do jedzenia, wiemy, że trzeba ciężkiej pracy, by móc mieć pełną lodówkę i staramy się dbać o to, by nic się nie marnowało, dlatego informacja o braku mięsa z powodu braku funduszy dotknęła nas. Obecnie zapomnieliśmy, jak trudno kiedyś było kupić mięso, było ono przeznaczone dla ludzi o wyższym statusie, było tylko od święta, trzeba było mieć znajomości… Teraz tony jedzenia są wyrzucane, a dzieci myślą, że mleko jest z kartonu, nie od krowy, zwierzęta hodowlane są trzymane w okropnych warunkach, bestialsko traktowane…

W sytuacji, gdy cały rower nam się rozsypał, już w ogóle nie byliśmy w stanie kontynuować drogi, a wiatr wpychał nas z powrotem pod górkę, gdy z niej zjeżdżaliśmy… opadliśmy z sił i znaleźliśmy schronienie w Zakonie Sióstr Służek NMP Niepokalanej w Mariówce. Akurat w czasie ich święta i obchodów stulecia ich patrona! Miła to była odmiana odpoczynku w takim miejscu. Pierwszy raz od wyruszenia z domu zjedliśmy normalny posiłek, Kadlook dostał dużo kosteczek i nabraliśmy sił na dalszą jazdę. Było to dla nas duże doświadczenie duchowe. Trochę udało nam się poznać życia Sióstr, porozmawialiśmy z nimi, dostaliśmy ogromne wsparcie i dużo modlitw. Na koniec życzyły nam byśmy święta spędzili w domu z rodziną, prosiliśmy by absolutnie się o to nie modliły, ponieważ święta zakładaliśmy spędzić już gdzieś na Litwie. Niestety siła modlitw kilkudziesięciu sióstr dała swoje i święta faktycznie były u rodziny :) Nieplanowany dłuższy postój w Warszawie, który był efektem napraw roweru i modernizacji przyczepki, ale o tym później.

Na następną noc zostaliśmy zaproszeni przez dziewczynę, która „upolowała” nas na drodze. Wspaniała rodzina, cudowni ludzie. Długo wieczorem rozmawialiśmy o wszystkim. Temat się nie kończył i naprawdę miło było spędzić czas z taką rodziną. Cieszyliśmy się, że też wyśpimy się w normalnym łóżku, w kołdrze, ale… tutaj czekała nas niespodzianka :D Niepotrzebnie daliśmy Kadlookowi na kolację kosteczki, które jeszcze zostały nam od sióstr zakonnych. Dzięki temu zapewnił nam całonocne atrakcje, gdzie co godzinę wymiotował… Żeby posprzątać paskudztwa, Klaudia przypadkiem pomyliła pomieszczenia szukając mopa weszła do sypialni rodziców w środku nocy! Rano Krzysiek nie chcąc iść z „pakunkiem” zostawionym na parapecie przez cały dom, chciał go wziąć od strony ogródka na czym przyłapał go tata! Nie były to sytuacje, które dobrze o nas świadczyły, ale po wytłumaczeniu historii rodzina zrozumiała co się zdarzyło i śmiała się wraz z nami z powodu zabawnych zbiegów okoliczności ;)

Spaliśmy jeszcze w remizie strażackiej, za co ogromnie dziękujemy. Przy okazji dostaliśmy górę jedzenia, która została po wigilijce, która się tam odbywała.


Tandemowe Trip Love Noclegowanie 01
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 1
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 10
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 11
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 12
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 13
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 2
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 3
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 4
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 5
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 6
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 7
Tandemowe Trip Love Noclegowanie 9

comments

PROSTO Z NASZEGO BLOGA

Tandemowe Trip Love

Etat u Mikołaja!

 Gdyby nie wyprawa mielibyśmy już etat u Mikołaja. - Tandemowe Trip Love

Więcej...

Tandemowe Trip Love

Z życia ptaków okiem Leśniczego. Czyli jak je upolować aparatem fotograficznym.

Czy jest lepsze źródło wiedzy na temat ptaków niż od leśniczego i pasjonata ornitologii? Piękny...

Więcej...

Tandemowe Trip Love

Podlasie - kraina mrozów i zlodowaciałych jezior!

Jeszcze tak zimno nie było! Przekonaliśmy się również, że nie trzeba jechać do Skandynawii,...

Więcej...